Tradycyjna ucieczka

Niejednokrotnie zdarzało mi się już uciekać przed deszczem. Tak było, gdy kilka lat temu wracałem z Małomic. Zaczął wiać silny wiatr, a jadąc drogą widziałem idącą równolegle ze mną, burzę. Nie robiłem wtedy zdjęć, bo nie było czasu, zresztą na drodze krajowej strach się zatrzymywać. 
Podobna ucieczka miała miejsce w 2017 roku, gdy wracałem z Zielonej Góry – tutaj mam małą fotorelację.
Zazwyczaj planując całodzienną wyprawę rowerową, biorę pod uwagę pogodę – aby cały dzień był ciepły i słoneczny. Ale z pogodą bywa różnie. Tym razem tak samo. Już za Kożuchowem zaczęło się chmurzyć, a między Stypułowem a Żaganiem niebo było już ciemnogranatowe. Ale tym razem również mi się udało bezpiecznie dojechać do mety 🙂

Coś się zmienia, a coś nie…

Rok wcześniej po raz pierwszy jechałem rowerem przez Stypułów, korzystając ze ścieżki rowerowej. Teraz jestem ponownie. Co się zmieniło? Dawny peron, wtedy świeżo usypany – zarósł trochę trawą. Poza tym, postawiona została altana dla rowerzystów, którą widać po prawej stronie

A tutaj bez zmian: brutalny koniec ścieżki. Przejechałem cały, liczący 54 km trakt rowerowy (w rzeczywistości więcej, bo po drodze zajeżdżałem do niektórych miejscowości)

Widok na początek (lub koniec) ścieżki rowerowej oraz dojazd do drogi. Ostatnie 17 km do domu pokonałem drogą wojewódzką

Raz słońce, raz deszcz

To już drugi raz przemierzam trasę z Nowej Soli do Żagania po byłych torach. Dlatego nie robię zbyt wiele zdjęć, tym bardziej, że czas mnie już pogania. Zatrzymałem się jednak w kilku miejscach, np gdy ponownie ujrzałem prace żniwne, gdzieś między Nową Solą a Kożuchowem

Ciekawie wygięte drzewa tworzą bramę łukową 🙂

Stację Kożuchów omijam moim aparatem, gdyż całkiem niedawno zamieszałem zdjęcia, a nie praktycznie się nie zmieniło.
Przez cały dzień było pogodnie, lecz teraz nadchodzą chmury. Chociaż nadal przebija się słońce, jest ich coraz więcej