Bastion bez partyzantów

Nadal zwiedzam Wrocław. Historia tego miejsca sięga XVI wieku, gdy zbudowano tutaj bastion, jako jeden z elementów fortyfikacji miejskich. W wieku XIX teren przekształcono w luksusowe miejsce rekreacji z belwederem, który stoi do dziś.
Poniżej screen ze strony mapy.com, z usytuowaniem obiektu. Jest to południowo – wschodni kraniec dawnego Wrocławia. Wzgórze Partyzantów to nieoficjalna nazwa, którą używano do roku 2024. Tak naprawdę miejsce to nie miało nic wspólnego z partyzantami. Teraz jest to Bastion Sakwowy

Wejście na wzgórze od strony fosy


Punkt widokowy

Po II wojnie Bastion był nadal wykorzystywany do celów kulturalnych. Jednak, gdy w 1967 r. podczas studenckiego święta Juwenalia, pod naporem bawiącego się tłumu odłamała się i runęła w dół kamienna, górna balustrada wraz ze schodami, obiekt został zamknięty dla ruchu turystycznego, a jego blask zaczął powoli gasnąć.
Później oddano go w prywatne ręce, a nowy właściciel doprowadził zabytek do ruiny. Wzgórze zarosło samosiejkami, tynki odpadały płatami, a teren wokół fontanny ogrodzono szpetnymi płotami. Przez ponad 20 lat miejsce to kojarzyło się głównie z niszczejącym duchem przeszłości.
Widok na Bastion od ulicy Piotra Skargi

W 2017 r. miasto odzyskało Bastion i przystąpiono do jego rewitalizacji. W roku 2024 Bastion został otwarty, odzyskując tym samym dawny blask i stanowi dziś jedną z ciekawszych atrakcji turystycznych. Pełni funkcję kulturalną, rekreacyjną i gastronomiczną, jest też punktem widokowym na Wrocław

Nocą Bastion jest pięknie oświetlony. Niestety, nie mogłem tego zobaczyć, więc zamieszczam link do zdjęć

Wzgórze przy ulicy Wilczej

O historii tego miejsca we Wrocławiu dowiedziałem się już po jego odwiedzeniu. A trafiłem tam zupełnie przypadkowo. Wysiadłem z tramwaju na ul. Krakowskiej, bo na mapie zobaczyłem zalew rzeki Oławy i postanowiłem tam zajść. Wydawało mi się, że można tam dojść przez pobliskie wzgórze, za którym była już alejka biegnąca wzdłuż rzeki. Do wzgórza trafiłem przez nowo wybudowane osiedle, znalazłem ścieżkę i zacząłem iść nią do góry.
Jakie było moje zdziwienie, gdy na górze ujrzałem „miasteczko” zbudowane ze starych cegieł, gałęzi, resztek papy, folii, desek itp. Byłem przekonany, że to jakieś siedlisko meneli i chciałem jak najszybciej je ominąć.
Niestety nad rzekę nie dotarłem bo wzgórze okazało się wysokie, strome i nie miało zejścia po drugiej stronie. Ścieżki na wzgórzu rozwidlały się, potem łączyły i tak można było chodzić w kółko. Wracając ujrzałem jakiegoś człowieka z brodą i przyznam, że wystraszyłem się. Przyspieszyłem kroku, a on coś zagadnął – gdzie się tak spieszę, czy coś takiego. Coś odpowiedziałem i oddaliłem się. Trochę też pobłądziłem szukając wyjścia, bo wiele ścieżek kończy się ślepo, albo prowadzą w kółko… Ale udało mi się cało wyjść.
W pośpiechu zrobiłem tylko dwa zdjęcia, które zamieszczam poniżej. A pod zdjęciami opisałem historię tego wzgórza, o której doczytałem się już po powrocie do domu…

O historii Wzgórza przy ul. Wilczej dużo sporo można znaleźć w internecie, a jest ona ciekawa. Otóż Powstanie tego wzniesienia, wiąże się z odgruzowywaniem Wrocławia po zniszczeniach wojennych. Gruz trafiał właśnie w to miejsce, które było wysypiskiem śmieci. Przez lata ta góra gruzu przysypana ziemią i śmieciami zaczęła porastać zielenią oraz drzewami. W tym linku można zobaczyć zdjęcie z 1963 r, kiedy góra jest jeszcze zupełnie „goła”.
Teraz najciekawsze: na początku lat 90 zamieszkał tutaj Pan Edward. Uciekł od miejskiego życia, znalazł sobie lokum na „wzgórzu” i stał się pustelnikiem. Przez lata Pan Edward własnoręcznie przekopywał gruz, sadził drzewa (powstał tam m.in. sad jabłoniowy) i budował kolejne skromne chaty oraz schronienia. To, co utrwaliłem na powyższych zdjęciach to tylko niektóre dzieła jego rąk.
I miałem okazję go zobaczyć, o czym już pisałem. Niestety żałuję, że tak się oddaliłem i z nim nie porozmawiałem, ale nie wiedziałem kto to jest i najzwyczajniej się wystraszyłem: obcy dla mnie teren, pustkowie, błędne ścieżki, góra ze skarpami z każdej strony, las…
Tymczasem o Panu Edwardzie można znaleźć sporo filmów, wywiadów i zdjęć. Jest pozytywnie nastawiony do ludzi i przyrody. Obecnie ma ponad 80 lat, jest zdrowy, silny i pełen pozytywnej energii. To zdjęcia jego i jego posiadłości.
Chociaż „Wzgórze” położone jest na terenie otwartym i ogólnodostępnym, Pan Edward traktuje je jak swój dom i prywatne schronienie. Wizyta tam wymaga więc delikatności i taktu: nie zawsze życzy sobie kontaktu z ludźmi, robienia zdjęć, a czasem po prostu go nie ma. Ale to jest jego dom… od prawie 30 lat – i trzeba to uszanować.

Ja natomiast po zejściu ze „Wzgórza przy ul. Wilczej” trafiłem nad rzekę Oławą inną trasą, przez osiedle. Zalew okazał się nieco zielony, natomiast alejką wzdłuż rzeki (która okazała się ulicą Młodą) sporo osób spacerowało lub uprawiało trekking

Nieco dalej woda było już dużo czystsza

Oława z mostu przy ul. Na Niskich Łąkach. Akurat słońce na chwilę zaszło…

Tak zakończyła się moja niecodzienna przygoda 🙂

Do pralni przez Katarzynkę

Brochów jest obecnie wrocławskim osiedlem, położonym na południowo – wschodnim krańcu miasta. Ale od czasów średniowiecznych był odrębną miejscowością. Aż do roku 1896 osiedle miało charakter wiejski. Rozwój nastąpił, gdy otwarto największą w ówczesnej Europie Wschodniej Europie stację rozrządową. Wtedy to liczba mieszkańców zaczęła znacznie wzrastać. Na początku XX w. Brochów był już osiedlem miejskim, a w 1939 r. uzyskał prawa miejskie. Do Wrocławia włączony został w 1951 r.
Dziś dwa zdjęcia: Skrzyżowanie ulic Semaforowej i Mościckiego z widokiem na budynek dworca kolejowego (w głębi)

Bloki przy ul. Wietnamskiej

Niewiele zrobiłem zdjęć w Brochowie. W sumie nie ma tu nic zbyt atrakcyjnego, a przyjechałem głównie ze względu na stację kolejową.
Po przejściu kładką nad torami udałem się do osiedla Księże Wielkie, a stamtąd autobusem na Księże Małe. Po drodze mijam niewielki ciek wodny o wdzięcznej nazwie Katarzynka. Stanowi on granicę między Brochowem a Księżem. Zielona woda niewiele odróżnia się od zieleni wokół 🙂

Księże małe ul. Opolska niedaleko pętli tramwajowej

Tramwaj, który zabrał mnie z powrotem do centrum Wrocławia

Po drodze mijam ciekawy obiekt. Dawna pralnia i farbiarnia – przedsiębiorstwo, które powstało w 1901 r. Po II wojnie zakłady świadczyły usługi dla wojska. Od 1976 r. zaczęła funkcjonować spółdzielnia pracy, a po 1986 r. Spółdzielnia Pracy Usług Pralniczych i Różnych Pralena.
Dziś na terenie kompleksu zlokalizowanych jest szereg restauracji i punktów gastronomicznych, ekobazar, zakłady rzemieślnicze oraz pomieszczenia biurowe.