Stacja wyłania się z krzaków

Kolejna wyprawa kolejowo – rowerowa. Dzisiaj jedziemy zwiedzać tajemniczą fabrykę – tyle zdradzę. Zainteresowanych zapraszam do śledzenia kolejnych wpisów 🙂
Ale jak zawsze – zaczynamy od początku. Początek czerwca – w piękny, słoneczny poranek wyruszam z domu na stację kolejową. Jadę traktem rowerowym przez tzw. park górny, aż na końcu wyłania się z zarośli stacja kolejowa

Chwila oczekiwania na peronie i nadjeżdża mój pociąg. Chwilę później ruszamy do stacji docelowej

Nu zajec… pagadi!

Kto pamięta bajkę o wilku i zającu? Przypomniała mi się, gdy na torach żagańskiej stacji zobaczyłem zająca. Z nim akurat nie „pogadałem”, ale udało mi się do niego podejść dosyć blisko. Potem czmychnął… może przed wilkiem? 🙂

A to już trochę dalej od peronów. Jakaś kwitnąca roślinka na kolejowym tle

Hetman… tak po prostu

Zwyczajowo, od wielu lat – pociągi PKP IC mają swoje nazwy. Często są to nazwy geograficzne (Śnieżka, Silesia, Warmia, Hańcza, Karkonosze) albo nazwiska znanych ludzi (Malinowski, Cegielski, Chopin, Sobieski). Do Żagania przyjeżdża pociąg Hetman. Wg encyklopedii słowo hetman to „historyczna nazwa głównodowodzących armiami”. A zatem jest to nic innego jak tytuł, taki sam jak np. inżynier, dyrektor czy hrabia. Moim zdaniem, nazwa Hetman jest więc ogólnikowa i niewiele wnosi. Ale nic… ważne, że Hetman przywiózł mnie na czas do domu 🙂