Dotarłem do kolejnego celu, który miałem wyznaczony w planie zwiedzania Kielc. Jest to rezerwat przyrody, utworzony z trzech połączonych ze sobą nieczynnych wyrobisk. Łączna długość wyrobisk to ponad 800 metrów.
Najpierw przeszedłem się górą, od strony północnej. Ścieżką można obejść całą „dziurę” eksploatacyjną.
Wietrznia to niewielkie wzniesienie, położone jakieś 500 metrów za moimi plecami. Ma wysokość 316 m n.p.m. a to tylko 15 metrów wyżej niż miejsce, w którym teraz stoję. Uwzględniając okoliczne drzewa i krzewy – wzniesienie jest niemal niezauważalne. Ale na mapie zaznaczono jako góra Wietrznia 🙂 Od niej nazwano całą okolicę, w tym miejsce, które chcę pokazać


Widok na wyrobisko

Barierka ochronna prowizorycznego punktu widokowego. Ogólnie trzeba uważać i nie zbliżać się do stromych krawędzi.


Szczególnie na tym zdjęciu widać wyraźnie podwójne wyrobisko – czyli „dziurę w dziurze”. Z miejsca, w którym stoję do widocznej ścieżki jest około 20 metrów w dół. A do dna głębszej dziury – 55 metrów. Tam już nie można wejść, widać barierkę odgradzającą

Dołem – jakiś ludzik idzie ścieżką edukacyjną. Za niedługo i ja tam będę 🙂


Kolejne ujęcie wyrobiska. W oddali po lewej stronie, zawsze widoczna góra Telegraf

Zaczynamy schodzić w dół



Rezerwat Wietrznia w Kielcach stanowi jedno z najdłuższych odsłonięć skał dewońskich w Polsce. Przy niektórych odkrytych skałach postawiono tablice z ich zdjęciem, na którym naniesione jest „co jest co” i z jakiej epoki. Oto jedna z takich tablic









Kopalnia była eksploatowana w latach 1893 – 1974. Działalność wydobywcza wynikała z rozwoju miasta oraz potrzeby pozyskania surowca niezbędnego do wypalania wapna. W rezerwacie zamieszczone są ciekawe, archiwalne zdjęcia, które pokazują jak wyglądało to miejsce w latach 70 – jeszcze podczas eksploatacji kruszców. Kiedyś gołe skały – dziś wszystko porośnięte drzewami, krzewami i trawą. Przyroda odbiera, co swoje…


Ścieżka z jakąś czerwono rdzawą ziemią

Wycieczka po Wietrzni dobiega końca. Niestety nie udało mi się dotrzeć do Kieleckiego Centrum Geoedukacji, które jest na samym końcu, jeszcze dalej od miejsca, w którym zacząłem schodzić w dół „dziury”. Miłośników geologii odsyłam zatem do internetowej strony (link)
