Ostatni pociąg odjechał z Lwówka Śląskiego w roku 2016. Są jednak plany, by ponownie odprawiać pociągi w kierunku Jeleniej Góry. Czy te plany się ziszczą? Miejmy nadzieję…. czas pokaże. Ja zaś dziś pokażę stacją z kilkusekundowego przejazdu przez przejazd kolejowy
Wiadukt na ulicy Przyjaciół Żołnierza. Górą jeździły pociągi w kierunku Zebrzydowej. Jeździłem tędy w latach 80, na linii Żagań – Jelenia Góra
Więcej zdjęć z kolejowego Lwówka Śląskiego można obejrzeć tutaj
Powrót do domu, po zaliczeniu góry Ostrzycy – czyli pozostałości po wulkanie sprzed milionów lat. Dla urozmaicenia wracamy inną trasą, mijając dolnośląskie miejscowości. O większości nie znalazłem w internecie żadnych ciekawostek – ale pokażę je chociaż z okna samochodu. Pierwsza to Górzyca, leżąca gdzieś między Lwówkiem Śląskim a Wleniem.
Po dwóch kilometrach dojeżdżamy do tytułowej Soboty – to wieś położona nad rzeką Bóbr.
Dopiero w domu, szukając jakichś ciekawostek – zauważyłem w Wikipedii zdjęcie dębu szypułkowego, który nazwano „Miś”. Przecież przejeżdżaliśmy koło niego! Skąd wiem? Poznałem po stojącym obok metalowym silosie 🙂 „Miś” to ten najbardziej z lewej strony…
Tu z oddali, ale za to w całej okazałości (na wprost). Ten zabytek przyrody ma 26 m wysokości i 416 cm w obwodzie
Mijamy malownicze miasteczko Lwówek Śląski i mijamy pięć kolejnych wiosek, na odcinku Lwówek Śląski – Bolesławiec. Najpierw Brunów – tak w przelocie tylko, ale kiedyś byliśmy zobaczyć tamtejszy pałac (link). A na zdjęciu następna wieś – Żerkowice…
… oraz Włodzice Wielkie
Suszki
Na koniec Nowe Jaroszowice. Za chwilę będziemy w Bolesławcu
W ostatnim wpisie pokazywałem z daleka polski wulkan – Ostrzycę. Obejrzeliśmy ją niemal z wszystkich stron, teraz pora na nią wejść. Najpierw jednak trzeba do niej dojść. Nie jest to daleko – dokładnie 1 km przez las od parkingu i końca drogi. Droga na parking
Trasa, którą trzeba pokonać pieszo
Według dokładnych opisów Ostrzyca nie jest wulkanem, ale nekiem wulkanicznym. Czytałem trochę o tym, ale nadal nie pojmuję, jaka jest różnica między nekiem a wulkanem. Mimo to, w odniesieniu do Ostrzycy będę używał nazwy „wulkan”, która jest powszechnie znana laikom, a nie tylko geologom. Dochodzimy do miejsca wspinaczki. Nie jest ona zbyt trudna, gdyż już w XIX wieku z okolicznych kamieni wybudowano prowizoryczne schody, aby ułatwić wejście na górę. Jest ich ponoć 455 aczkolwiek są one nierówne (szczególnie w górnej partii szczytu) więc policzyć nie jest łatwo
Po drodze mijamy gołoborze. Termin ten pamiętam jeszcze z lekcji geografii w szkole podstawowej. Gołoborza są to szczególne elementy przyrody, powstałe wskutek mechanicznego wietrzenia skałek bazaltowych i odpadania fragmentów skalnych, które układają się tak jak na poniższych zdjęciach
Jak widać, chyba z tych kamieni gołoborza powstały schody ułatwiające wędrówkę
Wchodząc na górę mogliśmy podziwiać drobne elementy przyrody
Jesteśmy już wysoko – chociaż do szczytu jeszcze kawałek drogi. Mimo to możemy podziwiać roztaczające się widoki
Jesteśmy tuż tuż… Już widać wierzchołek Ostrzycy
Przy wejściu powitał na piesek. Jego właściciele są właśnie na szczycie 🙂
Piękny widok rozpościera się ze szczytu Ostrzycy. Mimo słonecznej pogody, jakieś zapylenie sprawia, że przejrzystość jest dosyć kiepska. Widok jest więc mocno ograniczony 😦
Panorama na wieś Proboszczów
Najwyższe miejsce Ostrzycy. Wyżej wejść się nie da…
Blog o rodzinnych podróżach- tych całkiem bliziutkich i tych troszkę dalszych. Gdyńska rodzina- rodzice i troje dzieci (2004,2006, 2009) wędruje przede wszystkim po Polsce, ale nie tylko i opisuje swoje doświadczenia.