Dwa zdjęcia nadziei

Więcej zdjęć z kolejowego Lwówka Śląskiego można obejrzeć tutaj

Miś w Sobocie

Powrót do domu, po zaliczeniu góry Ostrzycy – czyli pozostałości po wulkanie sprzed milionów lat. Dla urozmaicenia wracamy inną trasą, mijając dolnośląskie miejscowości. O większości nie znalazłem w internecie żadnych ciekawostek – ale pokażę je chociaż z okna samochodu.
Pierwsza to Górzyca, leżąca gdzieś między Lwówkiem Śląskim a Wleniem

Mijamy malownicze miasteczko Lwówek Śląski i mijamy pięć kolejnych wiosek, na odcinku Lwówek Śląski – Bolesławiec. Najpierw Brunów – tak w przelocie tylko, ale kiedyś byliśmy zobaczyć tamtejszy pałac (link). A na zdjęciu następna wieś – Żerkowice…

Na koniec Nowe Jaroszowice. Za chwilę będziemy w Bolesławcu

Po schodach na szczyt

W ostatnim wpisie pokazywałem z daleka polski wulkan – Ostrzycę. Obejrzeliśmy ją niemal z wszystkich stron, teraz pora na nią wejść. Najpierw jednak trzeba do niej dojść. Nie jest to daleko – dokładnie 1 km przez las od parkingu i końca drogi.
Droga na parking

Według dokładnych opisów Ostrzyca nie jest wulkanem, ale nekiem wulkanicznym. Czytałem trochę o tym, ale nadal nie pojmuję, jaka jest różnica między nekiem a wulkanem. Mimo to, w odniesieniu do Ostrzycy będę używał nazwy „wulkan”, która jest powszechnie znana laikom, a nie tylko geologom.
Dochodzimy do miejsca wspinaczki. Nie jest ona zbyt trudna, gdyż już w XIX wieku z okolicznych kamieni wybudowano prowizoryczne schody, aby ułatwić wejście na górę. Jest ich ponoć 455 aczkolwiek są one nierówne (szczególnie w górnej partii szczytu) więc policzyć nie jest łatwo

Jak widać, chyba z tych kamieni gołoborza powstały schody ułatwiające wędrówkę