W ostatnim wpisie pokazywałem z daleka polski wulkan – Ostrzycę. Obejrzeliśmy ją niemal z wszystkich stron, teraz pora na nią wejść. Najpierw jednak trzeba do niej dojść. Nie jest to daleko – dokładnie 1 km przez las od parkingu i końca drogi.
Droga na parking

Trasa, którą trzeba pokonać pieszo


Według dokładnych opisów Ostrzyca nie jest wulkanem, ale nekiem wulkanicznym. Czytałem trochę o tym, ale nadal nie pojmuję, jaka jest różnica między nekiem a wulkanem. Mimo to, w odniesieniu do Ostrzycy będę używał nazwy „wulkan”, która jest powszechnie znana laikom, a nie tylko geologom.
Dochodzimy do miejsca wspinaczki. Nie jest ona zbyt trudna, gdyż już w XIX wieku z okolicznych kamieni wybudowano prowizoryczne schody, aby ułatwić wejście na górę. Jest ich ponoć 455 aczkolwiek są one nierówne (szczególnie w górnej partii szczytu) więc policzyć nie jest łatwo


Po drodze mijamy gołoborze. Termin ten pamiętam jeszcze z lekcji geografii w szkole podstawowej. Gołoborza są to szczególne elementy przyrody, powstałe wskutek mechanicznego wietrzenia skałek bazaltowych i odpadania fragmentów skalnych, które układają się tak jak na poniższych zdjęciach


Jak widać, chyba z tych kamieni gołoborza powstały schody ułatwiające wędrówkę

Wchodząc na górę mogliśmy podziwiać drobne elementy przyrody









Jesteśmy już wysoko – chociaż do szczytu jeszcze kawałek drogi. Mimo to możemy podziwiać roztaczające się widoki




Jesteśmy tuż tuż… Już widać wierzchołek Ostrzycy


Przy wejściu powitał na piesek. Jego właściciele są właśnie na szczycie 🙂

Piękny widok rozpościera się ze szczytu Ostrzycy. Mimo słonecznej pogody, jakieś zapylenie sprawia, że przejrzystość jest dosyć kiepska. Widok jest więc mocno ograniczony 😦

Panorama na wieś Proboszczów

Najwyższe miejsce Ostrzycy. Wyżej wejść się nie da…
