Wcale nie taka senna…

Dziewięć lat temu, opisując stację kolejową Żary Kunice nazwałem ją małą, senną stacyjką. Okazuje się, że wcale nie jest taka senna, szczególnie jeśli chodzi o ruch towarowy. Sporo pociągów jest stąd wypuszczanych do zakładów chemicznych Vitrosilicon. Poniżej trzy składy oczekujące na przetoczenie na tor bocznicy, albo już powracające z Vitrosiliconu

Na pasażerskiej części stacji ruch trochę mniejszy, ale nieco pociągów tędy przejeżdża. Dlatego peron wyposażono w wiatę dla podróżnych

Zachowana na toaletach dawna nazwa stacji – kiedy jeszcze Kunice nie były włączone do Żar. Stacja nazywała się tak, jak wioska: Kunice Żarskie

Tuż za torami, na jednym z ogródków działkowych ciekawa altanka, ze starego wagonu

Odnowiony i obcięty

Na stacji kolejowej w Jankowej Żagańskiej również zaszły zmiany. Z pięciu jednokrawędziowych peronów, wykorzystywany jest tylko jeden – i tylko on doczekał się remontu. Wybudowano praktycznie nowy peron, wyposażony w wiatę, ławkę i inne elementy przydatne pasażerom.

Co ciekawe peron został skrócony o część, która biegła wzdłuż budynku stacji. Może dlatego, że obsługujące tę stację szynobusy są krótkie, a budynek nie spełnia już roli stacji. Na zdjęciu widać postawioną barierkę odgradzającą.
Moje poprzednie zdjęcia ze stacji Jankowa Żagańska można obejrzeć tutaj

Dyby na szlaku handlowym

Dalsza część podróży rowerowej przebiega spokojną, mało ruchliwą drogą. Mijana wioska to Czyżówek – powstała z połączenie dwóch przedwojennych miejscowości, z których jedna była położona na północ, a druga na południe rzeczki Czernicy. Obie fotografie przedstawiają północną część wsi

Druga mijana miejscowość to Witoszyn. Tutaj zaczynam jechać nieco ważniejszą i nieco bardziej ruchliwą drogą. W XIII wieku był to ważny szlak handlowy, prowadzący z Żagania do Budziszyna (Bautzen). I to na tym szlaku dopadł mnie deszcz, a ponieważ nie było już gdzie się schować – jechałem dalej. Przez chwilę zerwał się wiatr i było dosyć chłodno. Na szczęście po 20 minutach znów wyszło słońce, a po 4 kilometrach byłem już suchy 🙂
Poniżej część wsi oznaczona na mapie jako Czarocin… i taki wesoły domek z wiejskimi gadżetami AGD

A na niegrzecznych czekają dyby 🙂

Jeszcze pole katrofli i dojeżdżamy do głównej części Witoszyna

Wjeżdżamy na wspomniany wcześniej średniowieczny szlak handlowy. Raz już jechałem tą drogą wracając rowerem z Bad Muskau. Fotografowałem mijane po drodze miejscowości, ale jakimś cudem Witoszyn pominąłem. Dziś prezentuję kilka fot…

Ślepa uliczka…