Na mapie Wałbrzycha, na zachód od Kopalni „Julia” – zaznaczono tereny opisane jako Biedaszyby. Były to nielegalne wyrobiska węgla, powstałe w latach 90, po zamknięciu wałbrzyskich kopalni. W ten sposób wielu z tysięcy bezrobotnych górników, zmuszonych było zarabiać na chleb. Z kopalnianej wieży widokowej tereny te wyglądają tak
Po zwiedzeniu kopalni, postanowiłem zobaczyć biedaszyby z bliska. Oczywiście wszystkie są już zasypane, ale „podziurawiona” rzeźba terenu wskazuje, że prowadzono tu prace wydobywcze
Miałem jeszcze 40 minut do mojej wycieczki po kopani „Julia”. Jak zagospodarować ten czas? Z jednej strony kusił mnie zapach kawy w tutejszej kawiarni „Sztygarówka”. Drugą opcją była możliwość wypadu na pobliskie Lisie Wzgórze, stanowiące początki wałbrzyskiego górnictwa. Wybrałem to drugie… Lisie Wzgórze to dosyć rozległe, aczkolwiek niezbyt wysokie wzniesienie na terenie Wałbrzycha. Prawdopodobnie w tych okolicach po raz pierwszy odkryto węgiel Zagłębia Wałbrzyskiego. Pierwsze wzmianki o pozyskiwaniu stąd czarnego surowca – jeszcze metodą odkrywkową, pochodzą z połowy XVI wieku. W 1742 mówiono już o trzech istniejących szybach wydrążonych na ok. 18 metrów, w których pracowało 9 górników. Później zastosowano nowatorską metodę transportu węgla z kopalni. W chodnikach spiętrzono wodę do wysokości ok. 1 metra, co pozwoliło na użycie łodzi. Łodzie z ładunkiem 3,5 tony węgla były ciągnięte za pomocą drewnianych uchwytów rozmieszczonych w sztolni co 4 metry. W 1803 roku wydobycie węgla wynosiło 20 ton na dobę, co daje w miesiącu… 10 współczesnych wagonów kolejowych. Zaledwie 7 lat później wydobycie wzrosło pięciokrotnie! A kilkadziesiąt lat później powstała kopalnia „Fuchs” (Julia). Lisie Wzgórze leży jakieś 700 metrów od kopalni „Julia”. To gdzieś tutaj przede mną…
Chociaż Lisie Wzgórze nie jest zbyt wysokie (476 m. n.p.m.) to widoki z niego są dosyć ładne…
Pora schodzić na dół… do ulicy Wysockiego i kopalni „Julia”
Dalsza część wycieczki po dawnej Kopalni Węgla Kamiennego „Julia” w Wałbrzychu. Górnicy dołowi rozpoczynali swoją szychtę w markowni oraz cechowni. Markownia, to pomieszczenie, w którym wydawano górnikom „marki” – czyli takie żetony z numerami, służące do ewidencji osób pracujących pod ziemią. Każdy górnik miał w kopalni przydzielny swój numer i jeśli po zakończeniu zmiany „marki” brakowało, to oznaczało, że górnik nie wyjechał na powierzchnię. Poniżej tablica z „markami”. Były to tablice trójstronne – dla każdej zmiany marka miała inny kształt: okrągła – zmiana I, kwadratowa – zmiana II, a trójkątna – nocka, czyli zmiana III
Cechownia to inaczej szatnia górnicza. Aby zaoszczędzić miejsca najczęściej były to szatnie łańcuszkowe. Po zakończeniu zmiany górnicy przymocowywali swoje ubrania robocze do wieszaka, a następnie za pomocą łańcucha podciągali je pod sufit – nawet na 6 metrów. Tam się wietrzyły i wysychały, zaś w pomieszczeniu można było zorganizować odprawę następnej zmiany, zanim zjechała pod ziemię. Niesamowity musiał być widok np. 1000 kompletów ubrań pod sufitem…
W lamparni ładowały się lampy – bez których górnik nie miał po co zjeżdżać 🙂 Wyposażali się też w aparaty tlenowe
Dyspozytornia – tam pracowali ludzie odpowiedzialni za wydobycie węgla, jak i bezpieczeństwo górników
Tutaj górnicy wchodzili do wind górniczych i zjeżdżali na dół. Tymi samymi dźwigami przywożono urobek. Głębokość szybu to ponad 600 m. Widok takiej klatki windowej pokazywałem w poprzednim wpisie
Zaraz za szybem były urządzenia transportujące wagoniki z węglem do dalszej obróbki (sortowanie, oczyszczanie itp). Oczywiście gdy kopalnia była czynna, widocznej ściany tutaj nie było. Dalej widać windy górnicze
Aby windy mogły się poruszać w górę i w dół potrzebne są maszyny wyciągowe. Ta w Kopalni „Julia” wygląda tak, jak poniżej. Wyprodukowała ją firma Siemens w roku 1911. Maszyna pracowała aż do zamknięcia kopalni w roku 1996 i praktycznie nigdy się nie psuła! O ile pamiętam – raz w roku była wymieniana linia napędowa, bez względu na jej stan zużycia. Koło cierne o średnicy 5 metrów, które przenosiło napęd
Nie można zauważyć ciekawie wkomponowanych urządzeń pomiarowych, jakże dzisiaj archaicznych. Zasada działania była taka, że gdy jedna winda szła w górę, druga w tym samym czasie szła w dół. Skąd operator maszyny wiedział, na których poziomach znajdują się obie windy? Na widocznym suwaku znajdują się dwa czerwone trójkąty, które o tym informowały
Kilka metrów za tymi miernikami była sterownia maszyny. Po otrzymaniu odpowiednich sygnałów dzwonkiem, operator uruchamiał dźwig zgodnie z poleceniem. Sorki za nieostre zdjęcie, ale takie mi wyszło
Operator przez szybę miał też widok na coś takiego. A jest to urządzenie wskazujące prędkość posuwającej się windy. Górników można było transportować w prędkością 6 m/s, gdy natomiast wożono węgiel, prędkość mogła wynosić 12 m/s
W pomieszczeniu obok znajdują się przetwornice prądu zmiennego na stały – również zabytkowe. I też ciekawy układ mierników na wolnostojącym filarze
Stare zdjęcia, pochodzące z lat 20 albo 30 ubiegłego wieku (nie pamiętam dokładnie). Ponieważ wtedy nie było jeszcze lamp błyskowych, pracujących górników oświetlano ciągłym światłem o mocy kilkuwset watów… i robiono zdjęcia 🙂 Fotografie pokazują, jak nisko są stropy w kopalni „Julia”, a na przodku trzeba było wręcz pracować w pozycji klęczącej. Dlatego większość prac wykonywano przy użyciu prostych narzędzi: łopata, kilof, ręczne wiertarki zasilane sprężonym powietrzem. Tak pracowano też po II wojnie
Pora zwiedzić podziemną część kopalni. Niestety dostępna jest tylko sztolnia ćwiczebna, która znajduje się kilka metrów pod ziemią. Ale wszystko wygląda tak, jak „na dole”. Łopata, z racji swojego kształtu zwana sercówką. To przykład ręcznej pracy, ponieważ tak właśnie wrzucano urobek do wagoników. 110 przerzuconych łopat to była tona
Niektóre ciężkie elementy transpornowano też w taki sposób…
Z miejsca fedrunku do miejsca załadunku na wagoniki, węgiel wędrował taśmociągiem
Symulacja pracy górników: na przodku, oraz przy zakładaniu ładunków wybuchowych. Aparat tlenowy – malowany na jaskrawy, pomarańczowy kolor – górnik zawsze musiał mieć w zasięgu ręki. Gdy przemieszczał się nawet o kilka metrów, aparat przenosił ze sobą
W miejscu, gdzie stała kopalniana chłodnia kominowa, postawiono wieżę widokową. Można z niej ujrzeć nie tylko całą kopalnię z góry, ale też okolice Wałbrzycha
Blog o rodzinnych podróżach- tych całkiem bliziutkich i tych troszkę dalszych. Gdyńska rodzina- rodzice i troje dzieci (2004,2006, 2009) wędruje przede wszystkim po Polsce, ale nie tylko i opisuje swoje doświadczenia.