… co by na dobre nie wyszło – tak mówi stare przysłowie ludowe. I rzeczywiście – moja niefortunna pomyłka, gdzie wsiadłem do niewłaściwego pociągu jeszcze bardziej oddaliła mnie od Wrocławia. Ale trafiłem do kolejnego miasta, które nazywa się Bardo. Miasteczko jest niewielkie, liczy zaledwie 2,3 tys. mieszkańców, ale jest stare, jego początki sięgają średniowiecza – uliczki są tu więc dosyć wąskie.
Przemierzam ulicę Główną – nie tylko z nazwy i w dosłownym znaczeniu. Równolegle biegnie DK8, ale to jest arteria. Centrum zobaczymy tylko z Głównej



Jak widać są też zabytkowe budynki, które wymagają remontu, jak ten z lewej strony

Ul. Główna – skrzyżowanie z Noworudzką. Idąc tędy, w prawo – po stu metrach zobaczymy Rynek

Rynek w Bardzie. Malutki (o wymiarach ok. 80 x 30 metrów) trochę klaustrofobiczny, ale ma swój urok

W pierwszym budynku po lewej stronie (po schodkach) znajduje się znana fabryka pierników, która była założona w 1842 roku. Pod koniec II wojny, ze zrozumiałych przyczyn fabryka przestała pracować. Ponownie otworzono ją (w tym samym miejscu) dopiero w 2020 roku. Tym samym kultywowana jest 500-letnia tradycja piernikarska w mieście Bardo



Ratusz w całej okazałości


Dalsza część ulicy Głównej, prowadząca do mostu nad Nysą Kłodzką. Monumentalny kościół, jak i cała starówka położony jest na wzniesieniu. Jego wieże widać więc z daleka ze wszystkich stron

Pisałem już, że uliczki w Bardzie są wąskie. Ale spójrzcie na chodnik – ten z lewej strony…

