Kończąc jakąś podróż mówi się, że to ostatnia prosta. Ja nazwałem swoją końcówkę niemal stukilometrowej wycieczki ostatnią krzywą. Dlaczego? Zobaczcie sami na poniższe zdjęcia: zbliża się wieczór, sił ubywa, droga polna biegnąca przez niezbyt przyjemny las, albo łąki, do tego wzniesienia terenu i korzenie lub kamienie na ścieżce…



Minąłem ostatnią wioseczkę o nazwie Machów. Szpaler drzew na horyzoncie pierwszego zdjęcia wytycza drogę krajową nr 12. Nie chciałem ją jechać, dlatego wybrałem bezpieczniejszy ale trudniejszy szlak…


Wreszcie meta… wyprawę uważam za udaną. Mimo, że znowu nie udało mi się przekroczyć bariery 100 km, to jednak zwiedziłem wiele ciekawych, nowych dla mnie miejsc województwa dolnośląskiego i lubuskiego. Rower spisał się na medal, pogoda super. Cóż więcej wymagać?






















